Ludzie mody nie są fajni*

Do tego wpisu zainspirowała mnie pewna mądra dziewczyna, mówiąc – Wybrałaś trudną drogę. To zawód, w którym nie walczysz o zyskanie uznania, a o to, żeby przetrwać.

W tym jednym zdaniu zamknęła się kwintesencja tego, jak wygląda praca w branży mody.

*Okropnie generalizuję. Na tym świecie są jeszcze ludzie „robiący w modzie”, którzy nie zatracili ludzkich odruchów, ale nie spotykam ich często.

 

Wyścig szczurów

Teoretycznie to korporacje sprzyjają wyścigowi szczurów. Wolne zawody, zwłaszcza te „artystyczne”, które wymagają od wykonującego choć odrobiny myślenia poza ramami, powinny dawać poczucie wolności. Wyrażanie siebie (w tym wypadku poprzez tworzenie obrazu) powinno dawać satysfakcję i – niczym pędzel malarza – pozostawiać na tych obrazach sznyt charakterystyczny dla każdego stylisty, fotografa, czy modelki.

Bardzo rzadko jednak docenia się talent osób, które pracują przy sesjach. Najczęściej angażuje się osoby znajome. Nawet niekoniecznie takie, z którymi miało się cokolwiek do czynienia zawodowo. Czasem wspólna wódeczka na tyle ociepla relacje, że „słowo honoru, że dam radę” wystarczy. Ergo bardziej opłaca się imprezować co tydzień w odpowiednich miejscach, niż pracować nad swoją marką.

Prośba o portfolio pojawia się rzadko. Jeżeli odzywa się ktoś „z polecenia” ostatnią rzeczą, którą chce o Tobie wiedzieć to to, co do tej pory udało Ci się stworzyć.

Raz na czas przychodzi moment zwątpienia i zadawania sobie trudnych pytań ciemną nocą: czy na pewno to co robię jest wartościowe?  Skoro ktoś inny dostał świetne zlecenie, to być może oznacza, że nie jestem tak dobra, jak mi się wydawało? Sądzę, że każdy artysta zna swoje portfolio na pamięć, wertując strony, ciągle usuwając zdjęcia, które wydają się nie powalać. A co kiedy żadne zdjęcie mnie – autora nie powala? Czarna rozpacz i białe wino.

 

„Profesjonalny”, „profesjonalna”, „profesjonalne…”

Od kilku lat systematycznie pojawia się masa fotografów, która na estetyce zna się tak, jak ja na medytacji. Stylistki, które nie mają pojęcia o kompozycji i proporcjach. MUa`s, które dysponując swoją osobistą kosmetyczką, chcą zrobić profesjonalne make up`y nie z tej ziemi. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko zdobywaniu doświadczenia. Mam natomiast bardzo dużo przeciwko nie przyznawaniu się do tego.

Po pierwsze – to psucie jakości. Ogrom prac, który pojawia się w „publikacjach” jest przeciętny. Czasami nazwać je przeciętnymi to duże niedopowiedzenie. Najgorzej, kiedy ludzie oceniający zdjęcia mają także niewiele wspólnego z gustem. Wówczas pod na prawdę słabym zdjęciem pojawia się lawina serduszek i niewyszukanych komplementów. Wtedy Fashion Victim płacze, rwie włosy z głowy i myśli ‚co kur**’.

Jest taki portal, na podstawie którego można by się było doktoryzować. Who knows? Who guess? 🙂

Po drugie – te osoby, które nie mają (jeszcze) żadnego fajnego dorobku, nie mają także  świadomości funkcjonowania stawek. Przyznaję to z zażenowaniem: dostałam kiedyś propozycję zrobienia sesji za 30zł…

Najbardziej boli mnie to, że wracając do pkt.1, osoby zatrudniające ekipę do zdjęć nie zawsze zwracają uwagę na profesjonalizm. Za to zawsze trzy razy przeliczają koszty powstania sesji. Wówczas efekty pracy są przeciętne. Oceniane przez rodzinę, znajomych i osoby z tak samo przeciętnym wyczuciem. Ilość serduszek się zgadza, więc temat można uznać za zamknięty. Rozumiem prawa rynku, ale martwi mnie poświęcanie ambitnych projektów na rzecz zaoszczędzenia kilku stów. Quo vadis ars?

Barter

W naturalny sposób przechodzimy do kolejnego…..nie, to nie jest problem. To cholerna gangrena tej branży! W barterze można zrobić wszystko – sesję za podpisanie autora pod publikacją (SIC), pokaz mody za voucher na siłownię, albo ciuch od projektanta, etc. Rozumiem, że na etapie budowania portfolio można godzić się na różne kompromisy. Zwłaszcza jeżeli wierzymy, że efekty współpracy będą wartościowe dla wszystkich.

Nie rozumiem jednak takich propozycji w momencie, kiedy dotyczą one przedsięwzięcia bądź co bądź komercyjnego. Lookbook czy sesja wizerunkowa to materiały, które pomagają projektantowi sprzedać kolekcję. Podobnie z pokazem mody.

Kochani, ustalmy fakty: wykonywanie 2 tygodniowej (lub dłuższej) pracy za dobre słowo i dwie puszki Tigera nie opłaca się nikomu. Zwłaszcza temu, kto ma doświadczenie i dostając projekt wie, jak się za niego zabrać.

To tak, jakbym weszła do sklepu, zgarnęła pudło batonów i powiedziała, że za nie nie zapłacę, ale za to jak ktoś zapyta, to powiem, że kupiłam je w Biedronce. Spoko?

Z ogromnym bólem przyznaję, że mnie samej zdarza się proponować udział w wydarzeniu w ramach barteru, ponieważ budżety czasami są…. Obecnie zastanawiam się jak zrobić (dobry) pokaz za 3 tys. zł. Deal with it!

Być może coś zmieniłoby się, gdyby po kolejnym przeciętnym pokazie pojawiła się fala krytyki? Obawiam się, że to nie wydarzy się w tym mieście z dwóch powodów – Krakówek to sami znajomi. Ciężko powiedzieć prawdę koledze, z którym co czwartek pije się wódkę. Więcej – kolega raz zraniony krytyką, nie zaproponuje nam więcej udziału w projekcie.

Po drugie, sądzę że krakowska publiczność pokazów nie ma dobrych doświadczeń – takich, które kształtują właściwe oczekiwania. Skoro nie wiadomo jak powinien wyglądać dobry pokaz i dobra modelka, to jak oceniać?

Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz, być może nie słusznie….ale wydaje mi się, że w Krakowie na pokazy mody chodzi się z ciekawości. Dla zaspokojenia potrzeby igrzysk, kiedy kino i knajpy brzydną. Czy ktoś z Was, chodzących na pokazy, zastanawia się nad spójnością kolekcji, konsekwencją drogi jaką przebyła kolekcja od etapu inspiracji, po muzykę na pokazie, nad właściwą konstrukcją?

Kradzież cudzej pracy

Podpisywanie autorów zdjęć przez osoby trzecie nie zawsze jest oczywiste. Tego zjawiska nie potrafię zrozumieć. Oglądając obrazy w muzeum fajnie wiedzieć kto je namalował. Kiedy słuchasz zajebistego kawałka w radiu, chcesz wiedzieć kto go popełnił, żeby móc zaznajomić się z resztą jego twórczości. Czy nie? Tymczasem podpisywanie autorów pod zdjęciem nadal jest tak powszechne, jak mówienie „dzień dobry” wsiadając do tramwaju. Hej! To kradzież! Nie mam tutaj na myśli sesji realizowanych na podstawie umów z zapisami o wykupie praw, czy innych cudów. Mówię o tych barterowych uprzejmościach. Skoro nie wziąłeś za to kasy, to najwidoczniej znaczy, że nie cenisz swojej pracy. A skoro jej nie cenisz, to pewnie nie zależy ci, żeby twoje nazwisko pojawiło się pod zdjęciem na stronie www, w gazecie, czy na fejsie.

Zdarza się uczciwość wybiórcza. Mam na myśli podpisywanie fotografa pod zdjęciem, zupełnie zapominając, że nad efektem pewnie pracowała jeszcze jakaś laska od make up`u, czy ktoś, kto prasował szmaty…

Ad personam

Branża mody jest pełna indywiduum z kolorowymi włosami i dziwnymi tatuażami (Fashion Victim mówi ‚siema!’), pełna osób o różnej orientacji seksualnej, upodobaniach i nawykach. W końcu, jak pisałam w jednym z pierwszych akapitów – lubimy nazywać siebie artystami. I takie już nasze prawo, żeby te kreatywność pokazywać także w wyglądzie zewnętrznym.

Natomiast. Nie wiem kto powiedział, że pewność siebie można bezkarnie mylić z bezczelnością. Bardzo często zdarza się pracować z osobami, które pokory nie mają w sobie za grosz, a ich prawda jest jedyną i ostateczną.

Warto pamiętać, że nasza (artystyczna praca) opiera się na odbiorze. Na wrażliwości estetycznej naszego adresata. W tym wypadku nie istnieje coś takiego jak ‚fakt’ lub ‚jedyna słuszna racja’.  Podoba ci się albo nie. Jeżeli zostajesz wezwany do odpowiedzi, masz święte prawo powiedzieć co MYŚLISZ. Ale do ciężkiej cholery, nie masz żadnego prawa do wygłaszania swoich podrzędnie złożonych zdań ex cathedra. Tutaj właściwie zataczamy okrąglutkie koło do słowa ‚pokora’. Pokora dla cudzych prawd i szacunek do drugiego człowieka jeszcze nikomu nie zaszkodził.

Piszę o tym dlatego, że ta krytyka bardzo rzadko stanowi merytoryczny przekaz, zarzucający ewidentne błędy w sztuce. Oto kilka randomowych, negatywnych komentarzy, jakie znalazłam w serwisie dla osób pracujących przy sesjach: „Bez jaj, WTF ?”, „23 beznadziejne zdjęcia.”, „Co za amator”, „Dzióbek ala odbyt…”

Oh….

Podsumowując: mam wypieki! Post jest skandalicznie długi i czuję, że pewne wątki można było rozwinąć bardziej, uzupełnić niedomówienia. To nie jest ani początek, ani koniec absurdów toczących branżę mody. Czuję, że posty w podobnym tonie jeszcze się pojawią.  Jeżeli chcecie uzupełnić ten wpis o inne zjawiska lub wypowiedzieć się na temat powyższych, zapraszam do dyskusji!  Z przyjemnością będę czytać Wasze komentarze zwłaszcza, jeżeli Wasze zdanie jest odmienne od mojego.

xoxo,

Fashion Victim

 

 

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “Ludzie mody nie są fajni*

  1. dobre to! dobrze piszesz..mało osób bierze się na odwagę i publicznie wygłasza swoje zdanie..w sumie czytając też wiele rzeczy odniosłam do siebie. I to prawda ze coraz więcej osób podejmuje sie pracy w czymś w czym tak naprawdę nie jest dobrym.Ostatnio zalała nas fala „fotografów” za „50 zł” bo dostali aparat od rodziców na bierzmowanie, bo to modne, bo napisze na fb w profilu Mr X PHOTOGRAPHY…..mało w tym profesjonalizmu. Każdy czytając ten post powinien to wziąć za dobrą lekcje i sobie uświadomić że dobre wartości takie jak profesjonale podejście do tego co się robi, docenianie swojej pracy, poświecenie czasu i oddanie w to całego serca ,zanika..a tam gdzie to wszystko jeszcze zostało nie jest należycie doceniane.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Jestem wizażystka i w 100% podpisuje się pod tym tekstem! Dodałabym nawet, że jest jeszcze taka jedna super rzecz, ktora polega na umawianiu się i planowaniu czegoś wspólnego, wkładasz w to ileś pracy zeby przygotować, a potem reszta ma to totalnie gdzies, nikt sie nie odzywa, nie podejmuje tematu, a Ty zostajesz sama, z kosztami poniesionymi przy opracowywaniu projektów, zmarnowanym czasem i rozczarowaniem.

    Polubienie

    • Zgadza się! Ja jako stylistka często angażuję projektantów, szyję…a potem się okazuje, ze pomysł umiera. Ale to także specyfika TFP (barteru).

      Polubienie

  3. Polacy przeważnie nie lubią i nie cenią pracy, którą wykonują. Skutkiem tegoż jest bardzo odczuwalny brak szacunku dla ekspertów w konkretnych dziedzinach. Do tego są obezwładniająco wręcz wszechwiedzący i skąpi. Czy zdarzyło się Tobie Wero albo komuś z Twoich znajomych, że dostałaś więcej niż zażądałaś, bo ktoś docenił Twoją pracę i styl ? Mi się zdarzyło 🙂 Oprócz tego, że to miłe nasunął mi się wniosek, że chyba się sama nie doceniam 🙂 Patrząc na siebie i kilkoro artystycznych znajomych stwierdzam, że to przypadłość utalentowanych ludzi. Ci, którzy coś umieją i są odpowiedzialni za efekty, odczuwają wątpliwości co do pełni swoich władz umysłowych, gdy bezczelny w swej miernocie osobnik mieniący się „profesjonalistą” kosi 3 razy wyższe stawki za coś okropnego. A może po prostu społeczność w swej masie jest tania i kiczowata, więc po co ma płacić artystom za ich wydziwianie 😉

    Polubienie

    • Cześć Marta! Zdarzyło mi się – szczerze mówiąc nie raz, że klient płacił mi więcej. Nie wiem czy można powiedzieć, że nie doceniam mojej pracy, bo to w przypadku działań kreatywnych jest niezwykle ciężkie – to nie jest coś co można zważyć, zmierzyć lub policzyć. Zdarzało mi się, że klient doceniał mnie bardziej niż ja sama. Zdarzyło mi się niestety także, że dochodziły mnie słychy, że klienci nie dzwonią do mnie dlatego, że moje stawki są wyższe, niż innych… Gdzie tu prawda? 🙂

      Polubienie

  4. Polacy przeważnie nie lubią i nie cenią pracy, którą wykonują. Skutkiem tegoż jest bardzo odczuwalny brak szacunku dla ekspertów w konkretnych dziedzinach. Do tego są obezwładniająco wręcz wszechwiedzący i skąpi. Czy zdarzyło się Tobie Wero albo komuś z Twoich znajomych, że dostałaś więcej niż zażądałaś, bo ktoś docenił Twoją pracę i styl ? Mi się zdarzyło 🙂 Oprócz tego, że to miłe nasunął mi się wniosek, że chyba się sama nie doceniam 🙂 Patrząc na siebie i kilkoro artystycznych znajomych stwierdzam, że to przypadłość utalentowanych ludzi. Ci, którzy coś umieją i są odpowiedzialni za efekty, odczuwają wątpliwości co do pełni swoich władz umysłowych, gdy bezczelny w swej miernocie osobnik mieniący się „profesjonalistą” kosi 3 razy wyższe stawki za coś okropnego. A może po prostu społeczność w swej masie jest tania i kiczowata, więc po co ma płacić artystom za ich wydziwianie 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s