Stylizacja, zawód dla wytrwałych.

Nie mam magazynu, w którym przechowuję ciuchy. Choć moje mieszkanie bardzo często wygląda jak magazyn. Nie mam przepastnej szafy, w której wiszą ubrania w każdym kolorze, fasonie i stylu. Nie mam, choć bardzo bym chciała…

Często słyszę, że mam super pracę. Że nie się nudzi mi w życiu. Że poznaję fajnych ludzi. Macie rację! Jest super. Staram się nie przejmować brakiem płynności finansowej. Staram się nie martwić brakiem ubezpieczenia, tym, że na starość będę mieszkać w szałasie i tym, że zdolności kredytowej w tym życiu raczej mieć nie będę. Staram się nie wkurzać, kiedy osoba numer XXXXXX proponuje mi sesję za darmo. W ramach fun`u. Pasji. Zrobienia razem czegoś kur** fajnego. Staram się, choć ostatni punkt zawsze mąci mój spokój ducha. Dlaczego?

Wstęp

Zanim zaspana ekipa zbierze się rankiem na planie, należy się przygotować. Jako stylistka przede wszystkim muszę poznać oczekiwania zleceniodawcy, przeznaczenie sesji. Muszę  postarać się wyczuć jego gust lub nie widząc na to szansy zaproponować rozwiązanie, które klient zaakceptuje, a które mnie pozwoli spojrzeć sobie w twarz.

Kiedy już znam oczekiwania, szukam inspiracji. Tutaj bardzo istotna uwaga. Plagiat to nie inspiracja. I kropka. Nigdy.

Jako stylistka pracuję na moodbooardach (są to kartki, po których bazgram, plansze, na które wklejam zdjęcia pomagające mi wczuć się w klimat). Wymiana moodboardów między osobami z ekipy daje pewność, że jako artyści widzimy temat podobnie lub dążymy do tego. Ja jednak niechętnie korzystam z tej metody. Moja wrażliwość już tak jest skonstruowana, że najbardziej dotyka i przemawia do mnie dźwięk – muzyka. Zamiast obrazków zbieram emocje. No tak już mam.

Czego słucham najczęściej? To zależy. Jestem skrytą psychofanką Leszka Możdżera. Słucham Rachmaninowa (polecam: Piano concerto nr 2 op 18), Clinta Mansella, Die Antwoord. Jednym słowem – muzyki starej i tej współczesnej. Bardzo często zatapiam się w videoklipach, np. Pharrella Williamsa (Freedom – piękne kadry, piękne kolory, kocham!), Lady Gagi (+1000 do kreatywności), Beyonce (jeżeli jeszcze nie widzieliście „Formation” – musicie! stylizacje są boskie!)

Już wiem, że powstanie osobny post o inspiracjach. Tymczasem chodźmy dalej!

Bazgroły wyglądają przeważnie tak:

Bez tytułu  lub tak (bazgroły to bazgroły – nie ma reguły):         12191449_972665326125714_7290291106885535532_n

Po etapie inspiracji przychodzi czas na szukanie odpowiednich rzeczy. Odpowiednich wg tego, co na podstawie zebranych dźwięków i obrazów zdołało wykiełkować w mojej wyobraźni. Poszukiwania trwają około tygodnia (nie, nie od 8:00 do 16:00) i obejmują sklepy stacjonarne, sklepy on line i butiki projektantów.

Kiedy przygotowuję się do poważnego projektu, dobrą praktyką jest przesłanie zdjęć proponowanych stylizacji. Przykładowo, jeżeli Laetitia Guenaou przylatuje do Polski specjalnie, żeby zrealizować nową kampanię, to byłoby głupio, gdyby już na sesji okazało się, że rozminęłyśmy się w wizji. Prawda?

Tydzień przed sesją to czas na odbiór przesyłek, wymiennie z jeżdżeniem po mieście i zbieraniem projektów, które są dostępne stacjonarnie (głośno mówię, że wykonuję pracę fizyczną – ktoś te ciuchy musi przenieść). To także czas na podpisanie umów wypożyczenia – jako stylistka odpowiadam finansowo za rzeczy, które wypożyczam. Zdarza się, że w walizkach mam kilka tysięcy złotych. Wtedy do bocznej kieszeni pakuję także sporą porcję stresu i taśmy klejącej.

Jeżeli materiał ma być niewielki lub uda mi się znaleźć projektanta, który w swojej kolekcji ma kilka pasujących rzeczy, to cudownie. Jeżeli jednak do przygotowania mam 40 stylizacji (i tak się zdarza), to sami wyobraźcie sobie ile zajmuje skompletowanie ubrań i akcesoriów.

Bywa również tak, że szyję własnoręcznie elementy garderoby albo wykonuję je z materiałów różnych, np. lustro, folia, miedź. Trwa to długo i paluchy bolą ale jestem zwolenniczką cierpienia, jeżeli efekt jest tego wart.

Rozwinięcie

Kiedy już zaspana ekipa zbierze się na planie, dopiero wtedy zaczyna się praca. Rozpakowane rzeczy należy wyprasować i ułożyć zgodnie z przygotowanymi stylizacjami.

Jedną z ważniejszych rzeczy jest ułożenie i/lub upięcie rzeczy na modelce/modelu. Każda stylistka ma swoją ulubioną metodę upinania. To co widzi ludzkie oko nijak ma się do tego co „widzi” soczewka. Dlatego praca na planie to właściwie bycie w trzech miejscach na raz (jeżeli nie pracuje się z asystentem) – trzeba układać ciuchy, żeby dobrze wyglądały, patrzeć w podglądy, żeby upewnić się, czy na pewno dobrze wyglądają i prasować ciuchy do następnej stylizacji, jeżeli nie udało się tego zrobić wcześniej. Multitasking level hard.

I najważniejsze – to ja wiem jak chcę zobaczyć dany set. Muszę zdecydować czy robimy close up czy pełny plan, oraz jaka poza będzie najodpowiedniejsza. Słowo klucz: proporcje. Uwaga ogólna – żeby łamać zasady, trzeba je najpierw poznać.

Zapraszam Was do obejrzenia video z powstania dwóch sesji (obydwie z grudnia 2015): LAETITIA GUENAOU, Paris (KLIK) i kampania dla LR z Krzysiem Igłą Ignaczakiem (KLIK).

Dzień na planie może trwać 4 godziny, może trwać 8, a może trwać 16 godzin.W tym czasie z głową dzieją się różne rzeczy. Zmęczenie odbiera koncentrację i dobre oko. Co wtedy? Kolejna kawa, 5 minut na papierosa i dalej! Materiał musi być zrobiony.

Zdarzają się często sytuacje kryzysowe, z którymi trzeba sobie radzić. O tym jednak kiedy indziej.

Zakończenie

Dzień po sesji to dzień poświęcony na sprawdzanie, czy wszystkie rzeczy są w stanie, w którym mogą wrócić do projektanta (dobrze mieć wypróbowaną pralnię). Pakowanie do odpowiednich folii, dołączanie metek, które trzeba było zerwać, pakowanie w paczki, nadanie kurierów i/lub rozwożenie ubrań do projektantów. Zwykle trwa to dzień, czasem dwa.

Przypisy

Nie raz i nie dwa, zderzałam się ze ścianą niewiedzy. Czasem mam wrażenie, że w wyobrażeniach ludzi, w mojej szafie nie ma dna. Są natomiast ciuchy w każdym kolorze, fasonie i stylu. Ja natomiast aby przygotować się do sesji wstaję z fotela, robię sobie kawę, otwieram szafę i wskazuję kolejno palcem rzeczy, które chcę zabrać. Następnie skrzaty, których użycza mi poza sezonem św. Mikołaj pakują mi to wszystko do walizek i jestem gotowa.

I nawet nie wiecie, jak ja żałuję, że św. Mikołaj nie istnieje!

Pominęłam najważniejszą kwestię – co stanowi wyjście do tego, że praca artystyczna jest doceniana? Wyczucie. To coś, co na pewno trzeba mieć w sobie, ale co bardzo łatwo zmarnować, jeżeli się tego nie kształtuje, nie podlewa i nie rozwija. W którą stronę kształtuję swoje wyczucie to moja sprawa. Kłopot jednak, jeżeli tylko ja uważam swoją estetykę za wartościową. O niemocy twórczej napiszę wkrótce, bo niestety jest o czym pisać.

W zasadzie, wszystko co powyższe składa się na odpowiedź na pytanie: Dlaczego nie wystylizuję sesji za darmo? Bo nie trwa to dzień. Bo w czasie przygotowań często nie mogę wziąć żadnego innego zlecenia. Bo lubię mówić że moja pasja stała się moją pracą.

 

xoxo,

Fashion Victim

Jeżeli chcecie na bieżąco widzieć jak wygląda praca na planie zapraszam na FANPAGE (KLIK) i INSTAGRAM (KLIK)

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Stylizacja, zawód dla wytrwałych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s