Pogadajmy o stylu

Wypadałoby zacząć od znanego wszystkim zdania Coco Chanel „Moda przemija, styl pozostaje”. Wypadało by, ale ten komunał nie nadaje się już nawet do zadrukowania bawełnianej torby. Zdecydowanie wolę zacząć od ekscentrycznego Karla Lagerfelda: „Czym jest STYL? Zaczyna się od zerwania z konwencją, od strzaskania powszechnie uznanej rzeczywistości”.

Tytułem długiego wstępu

Strasznie lubię ludzi, którzy mają swój styl. Jeszcze bardziej lubię, kiedy randomowo mijane osoby na ulicy nie czują obowiązku nadanego przez boga, żeby publicznie ocenić jak wyglądam i nie cedzą czegoś w stylu „rany boskie”, „patrz, jakie ma włosy”, albo „patrz co ma w twarzy”. Już zupełnie najlepiej jest wtedy,kiedy mogę rano kupić mleko bez głupich pytań: „a pani to normalnie oddycha” (pytanie dotyczy septum i nostrila), „nie zimno ci?” (kto mnie zna wie, że nie rozstaję się z czapką bo zapuszczam włosy – fashion victim pełną parą!) i moje ulubione – „a nie boisz się mieć tatuaży w takich widocznych miejscach?” ❤

Dlaczego w post o stylu, już od pierwszych zdań wikłam kwestię modyfikacji ciała? Bo bardzo szczerze i – być może naiwnie – wierzę w to, że styl ubioru wyraża charakter, stan ducha, potrafi być manifestem. Nic jednak z tego nie będzie, jeżeli nie jest szczery.

Po wychowaniu w katolickim przedszkolu zostało mi niestety tylko upodobanie do koloru czarnego. Ale sądzę, że bez odpowiedniego anturażu, w długich, powłóczystych szmatach wyglądałabym raczej jak Darth Vader, nie jak Wero. Wystarczy jednak dodać do tych szmat kilka kolczyków, niebieskie włosy, potargane tshirty i dostajecie 100% Wero z Wero. Nie będę chować tatuaży. Nie będę udawać, że przejmuję się tym, czy mam czyste buty. Tak sobie przewrotnie kiedyś wymyśliłam, że tym, którzy piją ze mną wino nie przeszkadza mój wygląd. A ci, którzy ze mną pracują, prędzej czy później też będą pić ze mną wino. Ergo…

Styl ważniejszy niż trendy

Wiem co jest w trendach. Mój zawód obliguje mnie do ich znajomości. W życiu prywatnym (czyt. w ubieraniu siebie, nie innych) nie bardzo się nimi przejmuję. Wiem co lubię i w czym czuję się dobrze. Do mojego stylu przenikają co prawda znikome ilości trendów, a i to w formie zabarwienia tej czerni, niż jej dominowania. Zaadaptowałam buty na platformach, chokery i wzięte z klimatu fetish skórzane body chains – uprzęże. Czyli to wszystko, co pasuje do mnie. Dobra, mam też wianek na głowę w klimacie boho, który tak mega opanował miniony sezon letni. Jeden. Wystarczy.

Nade wszystko kocham eklektyzm. Jeżeli coś do siebie nie pasuje, to ja właśnie to spróbuję ze sobą zestawić. Lubię wyglądać nieporządnie. W dzieciństwie zdecydowanie należałam do szczęśliwej grupy dzieciaków biegających z brudnymi łapami i odrapanymi kolanami.

Wychodzę z założenia, że tylko ze sobą będę sobie żyć forever and ever. Nie ma więc sensu, żeby coś ukrywać, ograniczać się, albo unieszczęśliwiać, po to, żeby spełnić cudze oczekiwania. Będzie banał ale: STAY TRUE.

Kobieta zmienną jest

Zgadza się. Pod tym względem jestem typową babą. Ważne zmiany życiowe podkreślam nową fryzurą. Brak zmian zresztą też…Mój styl trochę się zmienia. Z wygolonej głowy, przechodzę obecnie transformację w bardziej kobiecą wersję siebie, do której po prostu w końcu dojrzałam. Wiem, że wyglądam jak chochoł w odstających włosach. Wiem, że i tak wyglądam „ładniej”, niż z wygoloną głową (jak wcześniej), ale do tej zmiany musiałam dojść sama. Kilka komplementów nie sprawi, że uznam minione dwa lata za czas estetycznie stracony bezpowrotnie. Niemniej bardzo dziękuję za te komplementy.

Powtórzę to, co ostatnio pisałam dla Fashion Biznes – modę kocham za to, że daje nieskończone możliwości, że możemy wyrażać siebie co dziennie inaczej, że możemy eksperymentować do woli. Zachęcam i Was do eksperymentowania! Malujcie brwi na zielono, zakładajcie bluzy do góry nogami, próbujcie! Większość z tych prób skończy się na „rany boskie”, ale dopóki nie wychodzisz tak z domu wszystko jest ok.

To czego moim zdaniem ogromnie brakuje na polskich ulicach, to odrobina luzu. Nie mam na myśli szarych dresów, ale dystansu do siebie! Wiecie jakie super może być wyjście w piżamie do sklepu? W szlafroku zamiast płaszcza? Dwie różne skarpetki? Hello! Nie ma logicznego argumentu, który potwierdzałby, że skarpetki trzeba nosić w takich parach w jakich się je kupiło. Jeżeli ktoś kiedyś powiedział Wam, że w modzie czegoś nie wolno – kłamał.

Jak wygląda fashion victim w czwartkowe popołudnie? Ta jedna, konkretna fv wygląda tak:


Pisałam kiedyś, że lubię wyglądać jak kloszard. Nie kłamałam. Kocham ciucholandy, swapy i wszystkie inne alternatywne formy „pozyskiwania” ubrań (Dlaczego? Opowiem niebawem). Lubię łączyć, ze sobą różne, czasem „nie pasujące” do siebie rzeczy. Tym razem to tunika z nowej kolekcji Daniela Jacoba Dalego, spodnie i kurtka z lumpexu, podobnie jak czapka za 3 złote. Conversy kupiłam w jakimś outlecie za śmieszną kasę i kocham je, bo przypominają mi młodzieńczą miłość do Spice Girls. I uwaga! Torebka jest od Gosi Baczyńskiej dla Rossmanna! Turuturu, jestem gotowa na hejty. Wiem co myślicie o tym mezaliansie wielkiej mody ze sklepem, w którym kupujecie papier toaletowy. Mam na ten temat swoje zdanie, więc jeżeli macie ochotę wypowiedzieć się w tej sprawie, także zapraszam.

Nie cudzołóż, nie oceniaj, nie kradnij

Dzieci są fajniejsze niż dorośli. Ale tylko do czasu. Dzieci, dopóki nie odbiorą od swoich rodziców jedynego słusznego wychowania w wybiórczej wierze i prawilnego podejścia do życia, nie oceniają! Bo nie widzą powodu! Oczywiście widzą, jak wyglądam, ale ich komentarze kończą się zwykle na „Mamo, pani ma niebieskie włosy! Czy pani jest syrenką?” albo „Mamo, pani ma świecący nos”. Ciekawość nie jest zła. Za to z tłumaczeniem, że pani nie jest syrenką już bywa różnie.

Dzieci, którym tata już zdążył opowiedzieć o pedałach w obcisłych koszulkach i idiotach w kolorowych włosach, mają już zupełnie inny ogląd świata. Zamiast ciekawości, jest ocena – wyrażona prawda ostateczna, uformowana wcześniej przez mamusię i tatusia, na podstawie tego, czego uczą na wsi, albo na osiedlu.

Temat dorosłych jest szeroki, ponieważ zdarza się (niezwykle rzadko), że słyszę komplement.  Najczęściej jestem bacznie obserwowana od góry, do dołu. To jeszcze jest ok, choć męczy, zwłaszcza kiedy mam zły dzień. Ale zdarza się również, że baba w tramwaju bezceremonialnie wyjmuje aparat i robi mi zdjęcia. Zdarza się, że dziadek w osiedlowym sklepie nie widzi problemu, żeby w kolejce powiedzieć na głos, że jestem dziwadłem. Zdarza się bardzo często, że młodzieńcy na osiedlu głośno wyśmiewają to, jak wyglądam. Wkurwia mnie to o tyle, że ja staram się nie oceniać. Nie wygarniam ludziom na ulicy, że rzygać mi się chce na widok wystających stringów, za małych bluzek i za krótkich sukienek. Zawsze wydawało mi się, że w ramach społecznej umowy mogę liczyć na to samo. Nie, nie mogę. Do tej pory nie wiem dlaczego…

Muzyka łagodzi obyczaje

Nie chcę zostawiać Was na koniec z negatywnymi emocjami. Kolejne posty z ciuchami nie będą już zahaczały o hejterów (chyba że zajdzie taka potrzeba 🙂 ). Tak jak pisałam w pierwszym poście – traktujcie te stylizacje jako formę poszerzania horyzontów, jeżeli tego potrzebujecie. Jeżeli chcecie skomentować, śmiało. Ale ostrzegam, że chamstwa nie zniese!

A na koniec, coś co ukoi nerwy – muzyka, a jakże! Wspaniała ERYKAH BADU, Unplugged w pięknym secie inspirowanym etno.

xoxo,

Fashion Victim

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Pogadajmy o stylu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s