Old is cool

Od przedszkola przejawiałam mocne tendencje w kierunku bycia fashion victim. Obcasy bucików, które zechciałam założyć musiały odpowiednio stukać. Spódniczka musiała się odpowiednio „kręcić”. I siedział ten biedny ojciec co rano w stosie spódniczek i prezentował jak kolejny egzemplarz będzie się poruszał, kiedy jej 6 letnia właścicielka zechce zatańczyć.

Były także rzeczy, których w dzieciństwie za cholerę nie chciałam założyć. Takie, które w okresie dorastania przyprawiały mnie o drgawki. Takie, które doceniłam dopiero teraz, można powiedzieć – na starość. Dzisiaj pogadamy o golfach. Już swędzi szyja, co?

Trauma lat minionych

Zakładanie golfów przez rodziców jest tak beznadziejne, jak brukselka bez keczupu. Głowa przedziera się powoli przez obcisły golf. Naelektryzowane włosy wchodzą, do oczu, ust i łaskoczą w szyję. Dziecięce golfy, powodowane rodzicielką troską o zdrowie, zwykłe być wykonane z wełny. I to tak swędziało! No nie da się tego lubić i już.

Kiedy dorastasz, masz już dwa powody, żeby żywić niechęć do golfów. Po pierwsze, złe doświadczenia z dzieciństwa. Po drugie, golf jest najbardziej aseksualną rzeczą, jaką podpowiada ci twoje napakowane hormonami nastoletnie wyczucie stylu. To jeszcze ten wiek, kiedy masz serdecznie gdzieś, czy ciepło, czy zakrywa tyłek i czy przewieje ci nery.

Historia zatacza koło

Nigdy szczególnie nie lubiłam klimatu retro. Dostrzegałam urok kiczowatych szmatek lat młodości mojej mamy, trzymanych z sentymentu. Niemniej niekoniecznie miałam ochotę je zakładać. Ale uwaga, dorosłam. Chyba właśnie w końcu dorosłam do tego, żeby sięgnąć nawet nie tyle po szafę mamy, ale po szafę babci. Konkretniej dziadka. I to nie swojego. Tej zimy zamarzyłam, żeby mieć golf! Chciałam czarny (no jasne!). Ale dziadek o tym nie wiedział i 20 lat temu kupił zielony (tak jak wspominałam, uwielbiam alternatywne metody nabywania ciuchów). Nie dość, że zaczęłam chodzić w wełnianym golfie (nadal gryzie, ale to już ten wiek, w którym myślę o tym, czy ciepło mi w nery), to jeszcze odkryłam, że całkiem nieźle mi w ciemnej zieleni.

Jak na niechluja przystało, tłem butelkowego golfu są najbardziej zniszczone i wytarte tregginsy jakie posiadam. Tym razem założyłam dwie takie same skarpetki. Płaszcz żula mam z secondhandu (pralnia była droższa niż sam płaszcz). Buty kupiłam przypadkiem, za mniej niż 50zł. Ale! Kapelusz to moja perełka. Szykowałam się na niego od kiedy zobaczyłam pierwsze packshoty (zdjęcia produktowe) marki Let There Be Gold. I teraz uwaga: kosztował tyle co kapelusze z sieciówy (149zł), ale wykonany jest hiper starannie.

Dziękuję Idea Fix (ul. Bocheńska 7, Kraków) za udostępnienie miejsca.

12336106_1199183296766287_219112396_n12825403_1199183276766289_2028863469_n12674563_1199183213432962_1912106279_n12000152_1199183200099630_878187986_n

 

xoxo,

Fashion Victim

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Old is cool

  1. Jestem u Ciebie po raz pierwszy. Trafiłam tu z insta. Ciekawa praca w połączeniu z pasją. Zapamiętałam Twój opis : praca , którą kocham i nienawidzę. Jest ten dreszczyk 😉 tu akurat nie do końca mój styl. Każda jest inna i to jest piękne.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s