Pokazy mody; współpraca z projektantem

Reżyseria i choreografia pokazów ostatnio pochłania większość mojego czasu. Pomyślałam, że pozostaniemy w klimacie. I tak pokazy mody były systematycznie pomijane przez ostatni czas na rzecz stylizacji. Uprzedzam, ten wpis nie będzie o super kreatywnej pracy przy pokazach. Będzie o chaosie.

W porządku, trochę przesadzam. Piszę ten tekst przed drugą kawą, więc uczciwie będzie przyznać, że jestem odrobinę nieobiektywna. Może zacznę od tego, dlaczego kocham te robotę.

Przede wszystkim dlatego, że mimo wszystko – przynajmniej na etapie konceptualnym, to jest praca kreatywna. Siadamy z projektantką/projektantem. Zawsze zadaję pytania. O ile wizja i produkcja leżą po mojej stronie, to w każdym wypadku projektant ma być zadowolony z efektu. Muszę poznać kolekcję, inspiracje, usłyszeć co na jej temat ma do powiedzenia autor. Dopiero wtedy jestem w stanie przejść do układania koncepcji. Ufam intuicji. Podobnie jak przy sesjach – jeżeli widzę kolekcję, od razu czuję w jakiej oprawie powinna zostać zaprezentowana.

Jeszcze w marcu pojechałam na wizję lokalną przed majowym pokazem. Pokaz sukni ślubnych, kiecki piękne! Wybrane miejsce również piękne. Dworek ze stadniną pod Krakowem. Miałam obejrzeć spichlerz, w którym pokaz miał się odbyć. Przyjechałam, zobaczyłam i przewróciłam całą koncepcję do góry nogami. Intuicja każe mi zrobić ten pokaz w plenerze, na parkurze dla koni. I koniec. W ten sposób wykorzystamy potencjał tego pięknego miejsca. Trzeba będzie wybudować przejścia dla gości, trzeba będzie walcować i utwardzać glinę, po której biegają konie. Trzeba będzie wybudować cały wybieg i widownię od zera, a więc zmienić wszystkie ustalenia z podwykonawcami. Ale wierzę głęboko, że warto. Widzę to w swojej głowie. I uwierzcie mi, wygląda to pięknie!

Od razu odpowiadam na pytanie, które pojawia się ZAWSZE: Wero, a co jeżeli będzie padało? Moi kochani, robotą reżysera/organizatora eventów, jest przewidzenie maksymalnej ilości rzeczy, które mogą się nie wysypać. Tak jak pisałam ostatnio – pokazy mody to właściwie synonim sytuacji kryzysowych. O profesjonalizmie świadczy to, jak szybko na nie reagujesz i czy zachowasz zimną krew. Jestem przygotowana na deszcz. Jestem przygotowana na deszcz, wiatr i szarańczę.

Kiedy już sobie pogadamy (z projektantem), potrzebuję czasu. W wyniku inspirowania się światem, ładowania kawą i słuchaniem muzyki, powstaje koncepcja – bardziej konkretny plan, który trzeba ładnie ubrać w słowa. Co obejmuje taki plan? Miejsce, datę, scenografię, wizualizację, muzykę, modelki, przebieg wydarzenia, a także bardzo przyziemne rzeczy jak długość i kształt wybiegu, światło i dźwięk, backstage, etc.

Każdy z tych elementów należy zaakceptować z projektantem i to trwa najdłużej. Tutaj wkracza czynnik ludzki – jeden mówi „ufam”, drugi wybrzydza, trzeci życzy sobie tukanów w złotych klatkach.

Co pisałam ostatnio o pracy z ludźmi? Tutaj ta zasada miewa potwierdzenie w 200%, dlatego że projektanci poza oczywistą przynależnością do homo sapiens, posiadają często pierwiastek artyzmu. Pierwiastek ten każe mieć w dupie zasady fizyki, bhp i zdrowego rozsądku. Zdarzało się szyć kiecki na modelce, na dwie minuty przed pokazem. Zdarzało się ciąć kiecki przed wyjściem modelek, bo okazywało się, że wizja twórcy była piękna, ale nie brała pod uwagę tego, że dziewczę będzie wchodziło po schodach (na wybieg). Zdarzało się, że model wychodził bez butów, że modelkom zakładano zamiast leginsów rajstopy i zamiast pięknego finału, była defilada bądź co bądź gołych tyłków. Zdarzało się…I właśnie dlatego nie wypuszczam na wybieg modelek, które nie miały przymiarek. Często jest duża pokusa, żeby darować sobie ten etap, bo przecież wiadomo jakie modelki mają wymiary, a każda przymiarka trwa minimum godzinę. Uwierzcie mi – jak w życiu – im lepsze przygotowanie przed, tym mniej stresu w trakcie.

Tutaj moja rola jest często bardzo niewdzięczna, ponieważ to do mnie należy pilnowanie, alby ekipa pracowała zgodnie z harmonogramem. To ja wydaję polecenia, często kiedy wszyscy (łącznie ze mną) są w dużym stresie.

Podobno rzadko bywam zadowolona, podobno dużo wymagam od ludzi i jestem upierdliwa. No pewnie że tak! Jak inaczej dążyć do perfekcji? Wymagam dużo, ale zawsze z głębokim przeświadczeniem, że jeszcze więcej wymagam od siebie.

Gdybym miała porównać do czegoś pokazy mody, porównałabym je do bajek. Zawsze jakiś smok zionie ogniem, pada kilka inwektyw niby żartem, jest stres kiedy trzeba uratować królewnę, a podpalony zamek zaczyna chwiać się w posadach, ale zawsze wszystko kończy się dobrze. I jesteś tak szczęśliwy, że piękna królewna przeżyła, że patrząc wstecz, na przeszkody, jakie musiał pokonać dzielny rycerz, myślisz „było warto”.

Poza wszystkim, w większości realizuję pokazy, które są czystą przyjemnością. Projektanci, którzy są  aniołami nie ludźmi i praca z nimi to prawdziwa przyjemność. Powyższe przypadki zdarzają się, ale satysfakcja z efektu przyćmiewa wszystkie poprzedzające go nieporozumienia. Choć znajdzie się w moim spisie kontaktów kilka numerów podpisanych „Smok”.

Xoxo,

Fashion Victim

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s