Między „kocham” a „nienawidzę”

Każdy stylista śmiało przyzna, że wykonuje pracę fizyczną. Ostatecznie dwie torby ciuchów i waliza butów sama na plan się nie przyniesie. Potem jeszcze tylko szybkie prasowanko trzydziestu sztuk odzieży i mogę powiedzieć, że wykonuję pracę z dziedziny artystycznych. Zanim jednak spakuję te dwie torby i walizę, często muszę zrobić z siebie kompletną idiotkę, gbura albo słodką głupiutką.

Pytanie padło już sto razy: skąd bierzesz ciuchy? Odpowiedź: zewsząd. Jest mi serdecznie wszystko jedno czy to projektant, sieciówka, czy secondhand. Ważne, żeby cel został osiągnięty. Oczywiście kiedy przygotowuję się do sesji wiem skąd mogłabym wziąć pasujące rzeczy. Przeważnie pada właśnie na projektanta, który sezon temu odszył niemal to, co sobie założyłam przygotowując moodboard. Ale raz na bardzo długi czas, zdarza się złoty grall. Rzecz, która jest nie do zdobycia. Której szukam tydzień i każdy kolejny dzień poszukiwań utwierdza mnie w przekonaniu, że ta rzecz w kosmosie nie występuje. Projektanci nie robią takich rzeczy, sklepy nie wypożyczają, a w galerii nie ma nawet w połowie zbliżonej szmatki do tego, czego szukam.

Nawet kiedy już znajdę te jedną, upragnioną rzecz, to wcale nie oznacza, że kurier dnia następnego dostarczy ją pod moje drzwi. Pisałam kiedyś o specyfice pracy z ludźmi. Wróćmy do tego wątku!

<wszystkie podane przykłady fuck up`ów wydarzyły się naprawdę>

1.  Nie mogę zamówić kuriera – to mój faworyt. Kiedy już uda się dogadać z projektantem, kiedy już wiem, że wybrany model jest dostępny, kiedy już witam się z gąską….on mi mówi że nie może zamówić kuriera. Przeważnie wtedy słyszę, że jest zajęty (no cześć!). Jeżeli ja mogę zmówić tego kuriera – spoko. Ale bywa tak, że jednocześnie przygotowuję kilka projektów i nie mam czasu jeść, więc też niechętnie zabieram się za zamawianie kuriera dla kogoś, kto zwleka z przesłaniem mi adresu, a o podaniu gabarytów i wagi w ogóle już nie może być mowy.

2. Nie mam umowy – to zdanie, o dziwo, pada równie często. Zdziwiony projektant, manager, lub pracownik showroomu mówi: no jak to? przecież to stylista powinien mieć umowę… Hej! Dlaczego? To ja chcę wypożyczyć rzeczy – zgadza się. Ale nie znam ich wartości, numeru katalogowego. Nie wiem, jakie kary życzy sobie nałożyć na mnie projektant, jeżeli nie daj boże, nie oddam ubrania. Każdy projektant ma inne wymagania i inne oczekiwania co do ekspozycji projektu/logo w materiale (czasem tych oczekiwań w ogóle nie ma). Ergo: projektant wysyła umowę.

3. Jestem chory/a – po tym zdaniu krew burzy się we mnie za każdym razem. Można być obłożnie chorym, pewnie. Ale ktoś, gdzieś, na drugim krańcu Polski liczy na ciebie! Wyobraźcie sobie mnie mówiącą klientowi, który produkuje sesję, przygotowaną od dwóch miesięcy za grube hajsy, że nie dostanie projektów z moodboardu, ponieważ projektantka zachorowała. Zgadnijcie komu urwie łeb?

4. Projekt nie wrócił z wypożyczenia – nie da się załamać czasoprzestrzeni! A projektanci próbują tego procederu nadzwyczaj często. Z wiadomym skutkiem. Za każdym razem z wiadomym skutkiem. Mam wybrane rzeczy, mam podpisane umowy, czekam na kurierów. Tymczasem na dwa dni przed sesją dostaję maila, że projektant bardzo przeprasza, ale wypożyczył projekt na czwartek styliście z Warszawy, więc niestety nie uda mu się na piątek dostarczyć go do Krakowa. Kurierzy pracują od-do, wiadoma sprawa… Wiecie że to jest jedyny moment, kiedy czuję pewnego rodzaju rywalizację z innym stylistą? Jesteśmy jak cowboy`e w samo południe i mierzymy do siebie z nabitych rewolwerów. Tyle tylko, że to ja obrywam.

5. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze – musiałam to napisać. Mam wrażenie (koleżanki, koledzy styliści wyprowadźcie mnie z błędu jeżeli się mylę), że stylista jest pierwszą osobą, na której się oszczędza. Mam na myśli to, że niezwykle rzadko klient przeznacza dodatkowe środki na zakup/odszycie kreacji. Wtedy cierpię. Wiem, że mogłabym mieć super rzeczy od najlepszych projektantów, albo odszyć kilka niezłych szmatek, ale nie mogę robić wszystkiego po kosztach…

Zdarza się, że rzeczy po ostatnim pokazie/sesji przychodzą poprute/pobrudzone. Zdarza się, że nie przychodzą wcale bo zamiast kurierem paczka wyszła pocztą polską i to ekonomicznym. Zdarza się wiele rzeczy, jak w życiu. Staram się rozumieć ludzi i wciąż kochać swoją pracę. Ale są momenty, kiedy ze swoimi uczuciami trwam zawieszona między miłością a nienawiścią.

Xoxo,

Fashion Victim

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s