Nigdy

Nigdy nie mów nigdy. Nigdy nic dwa razy się nie zdarza…I jeszcze kilka przysłów, związków frazeologicznych z wyrazem „nigdy” – po dłuższym zastanowieniu – przychodzi mi do głowy. Żyjąc radosnym życiem freelansera, mimo wszystko, zawsze i wszędzie na pierwszym miejscu pojawia się: NIGDY NIE WIESZ.

Drogi pracowniku korporacji, zatrudniony na etat – zapraszam. Usiądź wygodnie, nalej sobie coli i pozwól, że zabiorę Cię w świat, którego wcześniej nie widziałeś (czytałeś/łaś Lema?).

Ten tekst zawdzięcza swoją specyficzną narrację scenie, która towarzyszy mi za każdym razem, kiedy poznaję nową osobę. Jest jakiś dziwny nawyk, żeby zaraz po pytaniu o imię, zapytać o to, czym się zajmuję. Wtedy Fahion Victim wije się jak piskorz, żeby odpowiedź na pytanie padła, ale w tonie na tyle niezobowiązującym, aby rozmówca nie czuł potrzeby skomentowania. Nie da się. Przysięgam, że się nie da. Za każdym razem, kiedy pada zdanie, w którym opowiadam o swojej robocie słyszę: (w zależności od tego, jakiego słowa użyłam w wypowiedzi) Moda/stylizacja/pokazy mody?  Super! Ale kompletnie nie moja bajka…

Zawsze mam ochotę odpowiedzieć: serio? moja też nie.

Rollercoster

Do meritum. Lubię kiedy dużo się dzieje, lubię pracować na różnych projektach. Wręcz uwielbiam współpracować z nowymi ludźmi, z nową energią, z nowym podejściem. Czy cokolwiek może być bardziej rozwijające? Z jednej strony kocham to szaleństwo i nie potrafię sobie wyobrazić siebie w sytuacji, w której pracuję 8- 16 i jestem w stanie przewidzieć rytm każdego dnia. Ale – być może przychodzi taki moment, w którym po ludzku boję się jutra. Być może dorastam i nagle zaczynam myśleć o tym, skąd na koncie weźmie się moja emerytura. Bo chyba nie ze składek (taki żart). Są miesiące, kiedy nie mam czasu na sen a reputację ratują tylko płatki pod oczy z kolagenem. Ale są także takie, kiedy odbijam piłkę tenisową o ścianę i mam zbyt dużo czasu by myśleć. Żeby nie zwariować lubię sobie tłumaczyć, że karma wraca, że równowaga musi zostać zachowana, że mam czas na odpoczynek. Jedyny kłopot polega na tym, że ja nie potrafię odpoczywać. Nawet jeżeli momenty (na szczęście szybko mijają), w których nie mam planów na najbliższy miesiąc pojawiają się rzadko i przeplatają się z okresami totalnego tyrania, w mojej głowie błyskawicznie pojawia się obawa o przyszłość. Sinusoida.

YOLO

Co mnie nie zabije, to na pewno sprawi, że rachunek od NFZ to zrobi. Moje życie tak się potoczyło i toczy dalej, że nie mam stałego ubezpieczenia zdrowotnego. W porządku – jak większość freelanserów. Zazwyczaj mnie to nie martwi. Szczerze mogę przyznać, że obawy dopadają mnie bardzo sporadycznie, impulsywnie i szybko znikają. Głupota z mojej strony (tak Radosny, mówię to głośno) polega na tym, że trenuję sport full contact. Każda kontuzja odbija się na stanie mojego konta wręcz tragicznie. Na stanie mojego zdrowia psychicznego zresztą też, ponieważ to jest moment, w którym moja rodzina gremialnie postanawia dać mi dobre rady na temat życia. Fuck yeah… Serio, zbliżam się do trzydziestki. Sądziłam, że na tym etapie mama przestanie „truć”. Ale nie! Im bliżej tej cholernej borderline (przy okazji – borderline jest także nazwą dla zespołu zaburzeń emocjonalnych – co za zbieg okoliczności. to zupełnie na marginesie.), tym bardziej upewniam się, że mamy nie obowiązują żadne zasady poza tymi, dyktowanymi rodzicielską miłością.

Wszyscy mają Mambę….ja mam marzenia

Morze oglądam przeważnie na pocztówkach, które mi wysyłacie. Znalazłam kiedyś stronę, na której było tylko panoramiczne zdjęcie plaży i szum fal. To wszystko. Była odpalona godzinami, żeby przypominać mi, że poza pracą istnieje też inny świat. Dlatego, maniakalnie pytam swoich studentów, czy mają zainteresowania inne poza modą. Któregoś dnia można się obudzić i zorientować, że poza modą (wynikanie logiczne: a więc poza pracą) nie ma w życiu nic innego.

Wakacje. Coś słyszałam. Nawet nie będę ściemniać, że pamiętam kiedy byłam ostatnio. Freelanserzy nie dostają płatnych urlopów i nie mają L4! Wyobrażacie sobie? Sądzę jednak, że inni (freelanserzy) poza mną po prostu potrafią zorganizować sobie ten czas. Odmówić przyjęcia zlecenia i polecieć do Marakeszu, czy tam innej Tunezji. Ja nie umiem! Do każdego  projektu podchodzę jak do nowej przygody, a przecież z przygód nie można rezygnować! Nie wiadomo gdzie zaprowadzi. A potem przychodzi moment, w którym nad tą przygodą trzeba tyrać jak nad każdą inną.

Przeczytaliście ten tekst. Myślicie: skoro narzeka, niech zmieni robotę. Myślę o tym czasem – o tym, co by było gdybym rzuciła to wszystko i pracowała na etat mając wolne wieczory, wolne weekendy, prawo do urlopu, L4, macierzyńskie i ekspres do kawy w pokoju socjalnym. Zaraz po tym przychodzi pewność – uschłabym. Zmarniała nie podlewana. Pamiętacie z liceum konflikt wewnętrzny? To wtedy kiedy się coś jednocześnie kocha i nienawidzi.

xoxo,

Fashion Victim

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s