Ofiary mody. Tym razem dosłownie.

Musimy poważnie porozmawiać. Nie o odpowiedzialnym seksie, bo zakładam, że skoro masz na tyle świadomości, żeby odpalić tekst pod tym tytułem, to edukację seksualną masz już dawano za sobą. Dzisiaj pogadamy o świadomości – jak dla mnie w równie sexy temacie – mody odpowiedzialnej.

W miony wtorek miałam ogromną przyjemność (podszytą smutkiem kończącej się przygody) poprowadzić ostatnie spotkanie z cyklu Fashion Victim. Moda na nośnikach. Było wspaniale! Po pierwsze dlatego, że zaszczyciliście mnie bardzo licznym przybyciem, co daje nadzieję na to, że los nastoletnich szwaczek w Chinach nie jest nam tak do końca obojętny. Po drugie dlatego, że zobaczyłam w Was wszystkie najlepsze emocje, jakie może mieć w sobie empatyczny człowiek. Po trzecie dlatego, że feedback jaki od Was dostaję różnymi kanałami jest wręcz niesamowity! I dziękuję za to serdecznie.

Do meritum – ostatnie spotkanie było poświęcone modzie odpowiedzialnej, a ten tekst powstaje trochę tytułem podsumowania, a trochę uzupełnienia, ponieważ nawet dzisiaj natrafiłam na oszałamiająco – bulwersujący (mnie przynajmniej…) materiał. O tym zaraz!

Powróćmy na chwilę do minionego wykładu.

Pytacie mnie o książkę, o której wspominałam. Oto ona. Ale ostrzegam, że po przeczytaniu już nic nie będzie takie samo.

Zycie na miare-audio-cov

Z tej książki płynie jeden bardzo smutny wniosek (poza falą innych, która wręcz zalewa głowę) i autor pisze o tym wprost. Bardzo małe szanse, żeby oddolne inicjatywy i edukacja konsumentów mogła coś zmienić. Zasady kapitalizmu umożliwiają producentom wyszukiwanie jak najtańszych rozwiązań. A w tym momencie już nawet Bangladesz przestaje być tak opłacalny, a produkcję coraz częściej przenosi się do jeszcze biedniejszej Birmy. Ludzie kiedy czują pieniądze dostają świra. Bez względu na to jakie ofiary trzeba przy tym ponieść.

Cóż z tego, że po katastrofie w Rana Plaza, w której zginęło blisko 1200 osób, H&M wypłacił odszkodowanie właścicielowi fabryki? Rodziny ofiar nie zobaczyły ani centa. Fabryki rzadko bywają ubezpieczone, a właściciela nikt nie rozliczy z zaksięgowanego przelewu.

Bangladesz czy właśnie Birma są państwami bardzo słabymi gospodarczo. Szwalnie są często jedynym sposobem by zarobić na życie. To prawdziwy impas – z jednej strony rząd, który cieszy się, że zachodnie kapitały zostawiają pieniądze w ich kraju, a z drugiej robotnicy, którzy co prawda narzekają bo nie narzekać się nie da, ale mimo wszystko są wdzięczni, że mają jakąkolwiek pracę. Marks byłby przeszczęśliwy. O takiej nierówności w dostępie do środków produkcji mógł tylko pomarzyć.

Kolejnym materiałem, o który pytacie jest brazylijski eksperyment uliczny. Załączam go tutaj.

W kontekście chemikaliów, których używa się do produkcji ubrań – nie powiedziałam o tym na wykładzie – pracownicy sklepów, którzy pracują w magazynie często mają na sobie maski ochronne i lateksowe rękawiczki. Kurz to jedno, ale środki chemiczne użyte przy produkcji ubrań utrzymują się w tkaninach jeszcze przez długi czas, więc łatwo o alergię, zwłaszcza skórną.

Ostatnim materiałem, który wzbudził najcieplejsze reakcje – także u mnie – to materiał H&M. Powtórzę to, co mówiłam podczas wykładu – genialne! Choć żałuję, że to produkcja właśnie tej szwedzkiej marki, ponieważ w moim odczuciu niewiele tutaj autentyczności. Więcej natomiast PRu, zacierania skojarzeń z brakiem etyki w biznesie i promowania linii H&M Conscious.

Większość przykładów, które omawialiśmy były kierowane na rynki zagraniczne. Teraz coś z naszego podwórka i to dosłownie, bo z salonami i czerwonym dywanem ma to niewiele wspólnego. Natknęłam się dzisiaj na materiał o Ptaku – podłódzkim przybytku liczącym sobie 120 tys. m. kw., który reklamuje się jako jedyne w Europie miasto mody. Faktycznie wielkie to takie, a co z modą? Pewnie pamiętacie wspaniałe otwarcie, na którym największą atrakcją była Paris Hilton. Można więc przypuszczać, że w Ptaku znajdą się butiki chociażby Wersaczi? Nie dość, że nie powiem Wam, jakie sklepy można tam odwiedzić, to na dodatek nie powiem Wam nawet jakie mam wnioski. Ale po ostatnim akapicie przeszył mnie dreszcz zażenowania. Wyciągnijcie swoje wnioski i poczujcie ten dreszcz na własnych plecach (lub nie). Zapraszam:

fhfgf

Cytując za Słowackim „…niech żywi nie tracą nadziei I przed narodem niosą oświaty kaganiec.” Nie wierzę, że ludzie są do szpiku źli i mogą pozostawać nieczuli na tak ogromne niesprawiedliwości. My, konsumenci mamy siłę – nomen omen – pieniądza. Jest popyt, jest podaż. I chyba do cholery mamy jakieś realne przełożenie na to, jak funkcjonuje jedna z najbardziej dochodowych branż na świecie. Bardzo chcę w to wierzyć.

xoxo,

Fashion Victim

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s