Masowa histeria

Jak sprawić, że na ubrania z sieciówki znanej ze słabej jakości ciuchów wydasz kupę pieniędzy i jeszcze będziesz się z tego cieszyć?

Media zaczęły głośno odliczać, wrzucać kolorowe zdjęcia z lookbooka i subtelnie przygotowywać masową klientelę na fakt, że za jedną parę skarpetek trzeba będzie wydać 50 zł. Mowa oczywiście o kolejnej kolaboracji H&M, która jak wszystkie poprzednie (Marni, Versace, Wang, etc.) przyprawia o dreszcz pożądania wszystkie fashionistki. Tym razem kontrakt podpisała marka Kenzo.

Przyznaję – jak przystało na fashion victim – jaram się tą kolekcją. Kolory są piękne, printy jak to Kenzo – intrygujące. Sam lookbook także jest sexy. Czuję jednak wewnętrzny opór przed wydaniem całej miesięcznej wypłaty przeciętnego Kowalskiego na sukienkę, która bądź co bądź opatrzona jest metką H&M.

Dobra, było blisko przy okazji ostatniej takiej współpracy z marką Balmain, a to dlatego, że ten dom mody będę wspominać na łożu śmierci. Ale nawet wtedy rozsądek wygrał. Aby uczynić zadość uczciwości – muszę wspomnieć, że w swojej szafie mam lateksową kurtkę sygnowaną Marni. Kupiłam ją od dziewczyny, która rzuciła się na nią kompulsywnie, po czym przymierzając w domu uznała, że nie będzie w niej chodzić. Kupiłam ją za 100 zł. To chyba jeszcze nie był ten czas, kiedy chytre baby z Radomia zwietrzyły interes w sprzedawaniu tych szmatek w necie z kilkukrotną przebitką.

Pamiętacie aukcje, na których sprzedawane były same wieszaki? O tempora, o mores…

Do meritum – trzeba przyznać, że H&M prężnie sobie poczyna. Poza ogromną wartością PRową, na koniec dnia warto też policzyć kasę. Nie oszukujmy się, chodzi o to, żeby  zarobić. Podaż jest. Do tej pory wszystko jest dla mnie jasne.

Zastanawia mnie natomiast fakt, że tej podaży odpowiada ogromny popyt, który śmiało nazwałabym tytułową histerią. Po te kolekcje ustawiają się kolejki już dzień wcześniej, rzeczy wyrywane są z rąk, dantejskie sceny, które toczą się przy okazji tych zakupów są tematem nr 1 na fejsie. Choć bardziej niż słowo „zakupy” pasuje tutaj słowo „polowanie”. I powtórzę – zastanawia mnie to dlatego, że te kiecki nadal mają metkę jednej z podlejszych sieciówek.

Gdyby chodziło o możliwość kupienia szmatek, które choć otarły się o świat high fashion, to ok. Ale te same sytuacje dzieją się przy okazji rzucenia crocksów do Biedronki (i ktoś je kupił!), albo torebek Wittchen do Lidla…

Ostatnią obserwacją, którą mam w związku z tymi kolaboracjami, a której zupełnie nie umiem sobie wytłumaczyć, to wręcz brak zainteresowania kolekcją G by Baczyńska dedykowaną Rossmannowi. Baczyńska jest jedną z bardziej utalentowanych polskich projektantek. Ceny tej kolekcji były na prawdę przystępne, zwłaszcza na późniejszej przecenie. Jakość….materiały nie były pierwszego sortu, ale wykonanie bardzo przyzwoite (wiem z własnego doświadczenia). Tymczasem właśnie pojawia się kolejna kolekcja G w Rossmannie. Jestem ciekawa czy się sprzeda.

Co z nami, konsumentami? Tak łatwo nakręcić w nas tak ogromną chęć posiadania, że zapominamy o manierach i godności? Pytam głównie tych z Was, którzy stoją co sezon w tych ogromnych kolejkach, którzy wydają 2k na sukienkę.

Polujecie?

xoxo,

Fashion Vicitm

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Masowa histeria

  1. Siedzę sobie w salonie fryzjerskim w Indiach, farbuję włosy na ciemno 😮 i popijajac kawe czytam poranny Twòj post- idealny poranek;)
    Tak to lubię, lekko i z sensem napisane !

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s